Jesień czuć w powietrzu…

Witajcie, u mnie za oknem jesiennie, pochmurno i deszczowo. Zapewne bezpowrotnie minęły chwile z cudnie świecącym słońcem. Ale cóż… taki mamy klimat;) Jesień niestety to nie najlepszy czas dla osób chorujących na RZS. Z powodu większej wilgotności powietrza ból stawów zwiększa się, i mogą zdarzyć się dni, gdy reumatycy „czują” każdą swoją kosteczkę. Na szczęście u mnie w chwili obecnej ból jest minimalny. Zdarzają się chwile, gdy pobolewa mnie lekko bark, ale to zapewne spowodowane jest pracą przed komputerem.

Mimo pogody nie zachęcającej do wychodzenia z domu ten tydzień mija mi dosyć intensywnie. W poniedziałek odwiedziłam moją koleżankę, poznałam jej cudną dwumiesięczną córeczkę. Wyobraźcie sobie, że ten mały szkrab spał ok. 2,5 godziny (czego na co dzień nie robi), dlatego też moja znajoma stwierdziła, że muszę częściej ją odwiedzać, bo mam super wpływ na dzieci. A raczej na długość ich snu;) Wczoraj byłam  u lekarza medycyny pracy oraz okulisty. Obie wizyty zakończyły się z pozytywnym efektem. Dostałam „pozwolenie”, aby pracować przez kolejne 3 lata. Troszkę się martwiłam wizytą u okulisty, ponieważ pracuję wiele godzin przed komputerem, a dodatkowo lata przyjmowania sterydów działają niekorzystnie na stan oczu. Na szczęście wszystko jest w porządku. Oczywiście na chwilę obecną. I za rok ponownie czeka mnie wizyta u okulisty.

Weekend minął mi…”dwubiegunowo”, można by rzec: w kratkę. W sobotę byłam na kolejnej wizycie u psychologa. I muszę przyznać: słowa mojej terapeutki spowodowały, że coraz bardziej zaczęłam rozmyślać nad swoim życiem, nad brakiem większej odwagi do podejmowania decyzji. Mimo, że robię małe kroczki do przodu to są one nadal niewystarczające, abym była z nich zadowolona. Te rozmyślania  spowodowały spadek nastroju i cała niedziela była bez sensu, szara i ponura. Na szczęście po raz kolejny zostałam „postawiona do pionu”.

Wsparcie znajomych, rodziny jest bardzo ważne dla osób chorych. Tylko oni potrafią tak naprawdę nas zrozumieć. Nasz gorszy nastrój, złe samopoczucie. A dawki energii czerpanych od najbliższych to dodatkowe „lekarstwo”  w walce z RZS-em.  Na przestrzeni 23 lat walki z chorobą spotkałam wiele dobrych „duszyczek”, którym wiele zawdzięczam. To dzięki nim nie poddałam się, a nawet podjęłam walkę o lepszą przyszłość.

Miłego dnia!

A.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: