Pięć lat z moim nowym bioderkiem

Witajcie, dziś dopadł mnie mały dołek psychiczny. Zapewne spowodowane jest to trwającą od kilku dni deszczową, wietrzną i pochmurną pogodą. Mimo, że mam wiele rzeczy do wykonania nie mogę znaleźć w sobie motywacji do działania. Krzątam się po mieszkaniu bez sensu, zatapiając się w swych myślach. Wiem, że to minie…Zapewne już niebawem…Ale dziś ewidentnie mam gorszy dzionek. Żeby zająć czymś myśli postanowiłam napisać nowy wpis na swoim koffanym blogu:-)

W ostatnich dniach uświadomiłam sobie, że drugiego listopada moje lewe bioderko obchodziło swą piątą rocznicę. Jak ten czas szybko mija. Pamiętam tamten stres, pobyt w szpitalu – jakby wszystko działo się wczoraj. Moje prawe bioderko w kwietniu „skończyło” siedem lat. Tamte chwile również pozostaną w mej pamięci na długo.

Obawy przed nieznanym, stres przed pierwszą operacją, ale jednocześnie mocne postanowienie, że muszę się odważyć aby w końcu być bardziej samodzielną osobą. Moje bioderka zniszczone przez chorobę były praktycznie unieruchomione, odczuwałam ból, a zwykłe czynności jak założenie spodni było „wspinaczką na Mount Everest”.

Przez około 20 lat choroby byłam osobą dosyć samodzielną, nie potrzebowałam pomocy osób trzecich. Biodra to moje pierwsze stawy, które zbuntowały się w takim stopniu, że nie było wyjścia – musiałam zdecydować się na endoprotezy.

Oczywiście podczas w szpitalu były chwile zwątpienia, smutku, a czasami nawet płaczu. Byłam osłabiona, fizycznie jak i psychicznie. Nie lubię prosić innych osób o pomoc, a niestety tamta sytuacja tego wymagała. Choćby prośba o umycie kubka. Ale starałam się z całych sił walczyć. Z tyłu głowy miałam myśl: Bądź dzielna, operacja to Twój krok ku większej samodzielności.

Można zadać sobie pytanie: jakby wyglądałoby moje życie gdybym nie zdecydowała się na operację? Odpowiem tak: przez cały czas obecności RZS w moim życiu panicznie bałam się usiąść na wózku inwalidzkim. Była to prześladująca mnie mania. I gdybym nie była w stanie samodzielnie się poruszać byłaby to moja duża porażka…. Zwycięstwo RZS nade mną…Decyzja o operacji na pewno odsunęła ode mnie wózek, a umożliwiła wchodzenie po schodach, szybsze chodzenie, samodzielne ubieranie się. Pozytywów endoprotez mogę wyliczać w nieskończoność.

Gdybym na jednej szali wagowej postawiła strach przed operacją, ból, a na drugiej szali zyski z operacji. Przeważyły by ZYSKI! Nie da się porównać chwilowego dyskomfortu związanego z operacją do radości, gdy widzimy jak zwiększa się nasza samodzielność i powraca nasza dawna sprawność.

W takich momentach RZS dostaje od nas pstryczka w nos!

Wiem, że w przyszłości czekają mnie kolejne operacje. Tym razem „zbuntowały” się moje kolana. Ale nie odczuwam już tak panicznego strachu. Warto zaryzykować i wykorzystywać każdą broń w walce z RZS.

A.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: