Weekend mlekiem i miodem…pachnący

Witajcie, kolejny tydzień za mną. Czas mija bardzo szybko, bywają dni gorsze, dni lepsze – istna sinusoida . Jak to w życiu osoby zmagającej się z chorobą przewlekłą. Jednak w mej głowie zauważyłam lekką zmianę;) Jest mniej momentów gorszych. Gdy stawałam przed czarną ścianą i nie widziałam przed sobą kompletnie nic, zero przyszłości. Od ostatniej takiej chwili „nicości” minęło około miesiąca. A więc jak na moje życie i dotychczasowe samopoczucie – bardzo wiele. Jestem z siebie bardzo dumna:-)

Jak minął mi ostatni tydzień? W poniedziałek zgodnie z planem odwiedziłam swoją koleżankę M. Spędziłam bardzo miło dwie godziny. Plotkując, bawiąc się z jej ośmiomiesięczną córeczką. Dawka pozytywnej energii została zaczerpnięta. W piątek korzystając z przepisu otrzymanego od M., upiekłam muffiny z serkiem mascarpone. Podobno wyszły pyszne. Przynajmniej tak twierdzą moi rodzice;-)

Pozostałe dni to codzienność dnia. Praca, działalność społeczna. Muszę przyznać, że z tej drugiej czerpię coraz więcej satysfakcji. W czwartek dostałam wiadomość od pewnej pani. W kilku ciepłych słowach podziękowała mi za pomoc. Przeczytałam m.in., że to dzięki mnie zdecydowała się na kompleksową diagnostykę w szpitalu i aktualnie będzie mogła rozpocząć właściwe leczenie. Czytając takie słowa czuję ciepło na serduchu. Lubię pomagać innym, a widząc, że to ma sens dostaję skrzydeł do dalszego działania.

Sobota – wizyta u psycholog. Kolejne rozmowy, plany, rozważania. Rezultat? Wszystko pozostaje w moich rękach. Nikt nie weźmie odpowiedzialności za moje decyzje. To ode mnie zależy jak za rok będzie wyglądało moje życie. Czy będę nadal tkwiła w domu czy w końcu zdecyduję się na większą odwagę i samodzielność. Kolejna wizyta u psycholog za miesiąc, a więc postanowiłyśmy iż jesteśmy na etapie rzadszych spotkań. Teraz jest czas moich decyzji…

Ze złych wiadomości: wczoraj obudziłam się z okropnym bólem gardła. Przesilenie wiosenne w końcu dopadło i mnie. Pogoda sprzyjająca przeziębieniu, deszcz, wiatr. Brrr…Aby nie zostać całkowicie pokonanym przez chorobę leczę się gorącym mlekiem z miodem. A więc moja niedziela nosiła nazwę: książka, kocyk i hot milk u boku;)

A.

6 myśli na temat “Weekend mlekiem i miodem…pachnący

Dodaj własny

  1. masz powody by być z siebie dumna, działasz pomimo i ponad ból, osiągasz więcej niż Ci się chyba wydaje i właściwie w pewnym stopniu już „wychodzisz” dalej z domu, a realizacja Twoich planów to tylko kwestia tego jednego odważnego kroku i chyba już mentalnie ten krok postawiłaś, a ja Ci kibicuję ponieważ czuć, że masz w sobie ogromny pierwiastek motywujący i tak jak potrafisz pomagać, motywować innych tak i siebie niebawem „pchniesz” w świat, czego Ci życzę 🙂 no i zdrówka życzę, nie daj się wiosennym przesileniom, powodzenia 🙂

    Polubienie

      1. Lubię ludzi walczących, wrażliwych, pełnych empatii, mądrych i takich, którzy mimo często ogromnych przeszkód nigdy nie odpuszczają, a Ciebie taką widzę więc z ogromną radością tu wpadam i kibicuje CI z całego serducha 🙂 uściski 🙂

        Polubienie

      2. Dzięki Jenny za miłe słowa, ale ja nie uważam się za osobę mądrą;) Wg mnie inni lepiej radzą sobie z życiem, nie zważają na wszelkie przeciwności losu, a tym samym nie mają „dołów”;) Po prostu biorą życie jakim jest. Ja dopiero tego się uczę…Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: