Czasami jest ciężko…

Za oknem odwilż, śnieg powoli znika z krajobrazu, a szarość ujawnia swoją wszechobecność…Za wcześnie na przedwiośnie, a zima ewidentnie przegrywa z dodatnimi temperaturami…Niestety stawy nie najlepiej znoszą taką temperaturę…

Sztywność poranna daje się we znaki, tabletka przeciwbólowa staje się moim przyjacielem…Jedynym plusem jest, że mam aktualnie urlop i mogę dłużej pospać…Nie muszę spędzać wielu godzin przed komputerem, a to na pewno wpływa korzystnie na stawy…

Niestety w ostatnim czasie pogorszeniu uległo moje samopoczucie…Wczoraj, po konsultacji ze swoim psychiatrą, postanowiłam wrócić do leków…myślałam, że już wszystko się ustabilizowało…Niestety moja depresja, lęki i obawy wróciły…Dziś rozpoczynam kurację od początku…

Staram się trzymać…być dzielna…ale czasami życie nas przerasta…jesteśmy samotni…a telefon milczy…każdy ma przecież swoje sprawy i problemy…w zabieganiu nie znajdzie się minuta na napisanie sms-a…życie…

Trzeba mimo wszystko walczyć…jak długo? nie wiem…Nie wiem co mnie czeka w przyszłości…A może już nic dobrego?

A.

Reklamy

7 myśli na temat “Czasami jest ciężko…

Dodaj własny

  1. Teraz rozumiem Twój komentarz do mojego pozytywnego myślenia. Sam nie mam złotego środka na wszystkie dolegliwości i miałem chwile zwątpienia. Ludzi od dawania dobrych rad jest bezliku. Nie daje ich nikomu mówię tylko co mi pomogło.

    Polubienie

  2. Wierzę, że czekają na ciebie dobre rzeczy. Czasem nawet drobiazgi sprawiają przyjemność, ot jakiś komentarz pod wpisem, ciekawy wpis u kogoś, jakiś telefon, spotkanie, smaczne jedzenie. Tak jak napisałaś… życie

    Polubienie

  3. Od kilku miesięcy dzięki własnej rodzinie jestem na bocznym torze i mam depresję. Nie mam przekonania do psychiatrów, w związku z czym nie biorę leków na „doła”. Na początku stycznia kupiłam sobie nowy wózek inwalidzki, bo stary mocno dawał mi „popalić” z powodu defektów kół. Myślałam, że teraz nastrój się poprawi, a tu niespodzianka,pewnego ranka obudziłam się i nie byłam w stanie przenieść się z kanapy na wózek. Dwa dni leżałam plackiem, zaczynałam myśleć, że w takiej sytuacji już tylko dom opieki. Jak na złość syn na tę myśl okazał wielkie zainteresowanie, a ja myślałam, że serce z żalu mi pęknie. Bardzo chciałam, żeby mnie pocieszył, nie wyraził zgody na życie inne niż w moim własnym domu. Wezbrała we mnie taka złość, że zawzięłam się, czasami przechodzenie na wózek trwa kilka godzin, ale za każdym razem cieszę się jakbym wygrała na loterii. Nie ważne jak długo potrwa życie, nie istotne jakie dopadną mnie jeszcze choroby. Będę walczyć o każdy dzień, bo pokonanie przeszkody daje moc do dalszej walki. Z tego co pamiętam jesteś z Warszawy. Podałabym Ci mój numer telefonu i poprosiłabym żebyś zadzwoniła, bo dwie panny z bolącymi stawami lepiej się zrozumieją niż z kimś „zdrowym”, ale nie wiem czy ktoś nie wykorzystałby tego do własnych być może niezbyt dobrych rzeczy. Jeżeli jednak wyświetla Ci się mój e-mail, to napisz proszę, chętnie odpiszę. A dziś pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: