Z pożółkłych kartek pamiętnika…

Lata 90-te, a dokładnie rok 1993…Początek nauki w szkole podstawowej, pierwsze przyjaźnie, zabawy i radość lat dziecięcych…Niestety nie zawsze życie wygląda jak w książkach…Moje pierwsze lata szkolne nazwać można: pobyt w sanatorium o wdzięcznej nazwie „Bożenka”….

Były to czasy, gdy pobyt w sanatorium dla dzieci był bez ograniczeń czasowych…A więc trwałam sobie w nim około roku…Bez rodziców, siostry, babci…

„Bożenka” był budynkiem zbudowanym na początku lat 20-tych dwudziestego wieku…Niewątpliwie dodawało mu to uroku i klimatu…Miał 3 piętra…Do dziś doskonale pamiętam rozkład sal, bawialnię, pokój pielęgniarek i pokój, w którym spożywałam posiłki…Znajdował się w piwnicach…Nie chodziłam z dziećmi na stołówkę ze względu na stan zdrowia…Co oznaczało, że widniałam u pielęgniarek jako dziecko „specjalnej troski”‚

Swoją drogą „cudne” było ówczesne nazewnictwo pacjentów;)

We wspomnianym sanatorium rozpoczęłam swoją edukację szkolną…Dzielnie uczestniczyłam w lekcjach polskiego, matematyki…Zapewne równie dzielnie odrabiałam zadane lekcje mimo, że musiałam być samodzielna i nie mogłam liczyć na pomoc rodziców…

Rodzice odwiedzali mnie raz na dwa tygodnie…Nie było w tym czasie internetu, telefonów komórkowych…Z utęsknieniem czekałam na telefon od rodziców, którzy dzwonili do pokoju pielęgniarek…Dzieciństwo…

Rozkład dnia: badania, ćwiczenia, zajęcia lekcyjne….Moje dzieciństwo, rok z życia ośmioletniego dziecka…

Cholerne kształtowanie charakteru, „zimne” wychowanie…Dziś czuję kłucie w sercu, gdy o tym piszę, gdy o tym rozmyślam…Czasami pytam: dlaczego? Nie rozumiem jak można było rozdzielać dzieci z rodzicami…Co za czasy? Bez sensu…

Przecież te cholerne sanatorium nawet nie przyniosło mi nic dobrego zdrowotnie…Po roku, gdy moja choroba dała znać o sobie, przewieziono mnie do szpitala w Ł…Ale to już temat na inny wpis…Można by go nazwać: Szpital w Ł. – obecność 190 dni…

I pytam: dlaczego dziś nienawidzę szpitali?

A.

4 myśli na temat “Z pożółkłych kartek pamiętnika…

Dodaj własny

  1. Czasu nie da się już cofnąć kochana, a może ten trudny czas zahartował Cię do walki z chorobą?…że nie „wymiękasz” tylko dajesz radę, może to właśnie było potrzebne?…

    Polubienie

  2. Droga A. doskonale Cię rozumiem, bo ja dzieciństwo spędziłam w Sanatorium „Na górce” w Busku – Zdroju. Pamiętam budynek, ilość pięter, sale. Najwyżej znajdowała się „szkoła”, naszą nauczycielką była Pani Tereska. Był też mężczyzna pełniący rolę szefa. Nie kojarzę sal gimnastycznych, ale salę operacyjną tak, bo tam mi wycieli wyrostek robaczkowy. Dopiero gdy oddano do użytku Ośrodek Rehabilitacyjny w Lądku-Zdroju, gdzie czas pobytu był ograniczony i maksymalnie wynosił 2 miesiące, mogłam zapomnieć o Busku. Jestem dużo starsza od Ciebie i od jakiegoś czasu wiem, że to wszystko(8 operacji ortopedycznych i sanatoria) było po coś. Nie znoszę szpitali i od chwili ostatniej operacji, po szkole podstawowej, unikałam pobytu w nich. Jesteś wspaniałą młodą kobietą, która pomimo własnego cierpienia potrafi i chce pomagać innym. Być może gdybyś nie była chora, nie robiłabyś tyle dobrego, tylko spędzałabyś czas w sposób jaki robią to Twoi rówieśnicy. Serdecznie Cie pozdrawiam.

    Polubienie

  3. Witaj
    Jestem z rewizytą.
    W sanatorium byłam dwa razy w wieku dojrzałym. Byłam zadowolona.
    Moje Dzieci, a mam ich troje, nie chorowały ( a są już dorosłe), zatem nie mam spojrzenia z punktu realnego.
    Życzę jednak zdrówka i jak najmniej problemów ze służbą zdrowia 😀
    Najserdeczniej pozdrawiam🤗

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: