Pora rozpocząć pisanie nowej książki…

Jak zwykle koniec starego roku staje się powodem, aby podsumować realizację naszych planów, marzeń...Taki noworoczny standard, który zapewne wiele osób czyni... Ale czy ma to sens? Sama nie wiem...Mnie osobiście nie podnoszą na duchu podsumowania, ocenianie samego siebie: czy byłam wystarczająco pracowita w starym roku, czy dążyłam do realizacji planów? Zasłużyłam na piątkę? a może... Czytaj dalej →

Reklamy

A za oknem czarne drzewa, czarny świat…

To jest czas, gdy książka nie pomaga, gdy człowiek chce się zakopać pod kołdrą i nie istnieć...Gdy świat ma ciemne barwy: czarne drzewa, czarne chmury...I nawet żółte na co dzień słońce staje się koloru black... Cios za ciosem, nie zapamiętam tegorocznego lata najlepiej. Najpierw moje problemy ze zdrowiem...A teraz...Kolejny cios...Powrócił rywal mojego wujka: nowotwór...Po kilku... Czytaj dalej →

Jak dobrze wstać skoro świt…

Zegar wybija godzinę 5.00...Za oknem powoli wstaje dzień, a zza horyzontu wyłania się słońce...Leniwie otwieram oczy i mimo bardzo wczesnej pory cieszę się. Środa, 23 sierpień...Dzień, w którym po trzymiesięcznym zwolnieniu lekarskim wróciłam do pracy...Powrót do pracy, a dla mnie jakby powrót do pewnej normalności...Ustalonej drogi, którą chciałam wędrować. Mówi się, że powroty bywają ciężkie.... Czytaj dalej →

Smak bułki z masłem…

Te obrazy wciąż wracają, nie mogę wrócić do normalności...Mam doła i nie chce on sobie pójść...Zamykam się sama ze sobą...Tak jest lepiej...Przetrwać najgorsze nie obarczając innych swoimi problemami... A przecież złamanie to "bułka z masłem"...Wiele osób tak mi mówiło...Poleżysz sześć tygodni w łóżku...Bułka z masłem...Nadrobisz zaległości w czytaniu, oglądaniu filmów...bułka z masłem... Łatwo mówić, gorzej... Czytaj dalej →

Pod obstrzałem armatnich słów…

Witajcie, wiem, wiem dawno nie było mnie na blogu. Jednak wydarzenia ostatnich miesięcy kosztowały mnie dużo... Zbyt dużo. Dopiero teraz odczuwam skutki stresu, który przeżyłam. Nie jestem w stanie psychicznym takim jakim byłam przed złamaniem nogi. A leżenie w łóżku przez 6 tygodni doprowadziło mnie do lekkiego załamania psychicznego. Oczywiście za wszelką cenę chciałam, i... Czytaj dalej →

Najpierw powoli jak żółw ociężale…

Witajcie, od dziesiątego lipca próbuję wrócić do życia, do normalności...Pozbyłam się ciężaru z nogi...I powoli rozpoczęłam rehabilitację... Na początku noga była pozbawiona mięśni, nie chciała się zginać...Była niczym kłoda. Dodatkowo prawa noga, która przez sześć tygodni również nie była "używana" nie funkcjonowała jak powinna. Poczułam się pozbawiona nóg...Eh... Kłopot sprawiało przekręcenie się na bok, przykrycie... Czytaj dalej →

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑